krk
Kariera tego człowieka jest nieprawdopodobna. Od zera do bohatera. Co tam
bohatera - do mperatora trzymającego w garści rząd ponad 2 milionów dusz! I
każdy kolejny rząd też.
Zaczynał jako skromny katecheta w Szczecinku,
ziś jest w pierwszej setce najbogatszych Polaków i kpi sobie z prawa i
sprawiedliwości. Może kpić, bo Prawo i Sprawiedliwość, które rozdaje wiele kart
w tym kraju, stoi za nim murem. Bez tego symbiotycznego układu partia Kaczorów
od dawna by nie istniała, a i on sam skończyłby marnie. Przyjrzyjmy się bliżej
personie, której miejsce jest w celi. Klasztoru redemptorystów? Nie tylko...
W roku 1986 do Tadeusza Rydzyka, ubogiego nauczyciela religii, uśmiecha się
los. Przez macierzysty zakon zostaje wysłany na placówkę misyjną do Niemiec. W
miasteczku Balderschwang styka się z katolicka rozgłośnią radiową. Działalność
`Radia Maria International' robi na nim wielkie wrażenie. Pozytywne, bo jest
skrajnie ksenofobiczne i nietolerancyjne. A poza tym miesza się w politykę. I tę
lokalną, i narodową. Powoduje to ostra reakcję władz (także kościelnych), co
doprowadza do karnego zamknięcia rozgłośni. I otwarcia pewnej klapki w mózgu
redemptorysty. Już wie, co będzie robił i to na dużo lepszym gruncie. Już ma cel
w życiu. Tylko pieniędzy nie ma na spełnienie marzeń. Ale to nie problem dla
człowieka o jego pomyślunku. Bez mała za dnia na dzień uruchamia biznes
polegający na sprowadzaniu do Polski niemieckich samochodów (darowizny) z
przeznaczeniem na cele kultu religijnego (sic!). Kilka lat później bydgoska
prokuratura wszczyna dwa śledztwa w tej sprawie. Jedno dotyczy fałszerstw
darowizn (dokumenty wystawiał niemiecki klasztor, który gościł Rydzyka), drugie
- kwestii nieuiszczania opłat celnych. Redemptoryście zaczyna się palić grunt
pod nogami, ale skrajna prawica nie daje mu zrobić krzywdy, bo Rydzykowi urosły
już plecy. Oba postępowania zostają umorzone, a prokuratorzy w uzasadnieniu
piszą, że nie dopatrzyli się znamion czynu zabronionego. Gdyby jednak ktoś
chciał wrócić do sprawy i przejrzeć sfałszowane dokumenty, to już nigdy tego nie
zrobi, bo kilkanaście kilogramów kwitów ginie bezpowrotnie w
niewyjaśnionych
okolicznościach. W tym samym czasie siedemnastoletni chłopiec zostaje skazany na
trzy miesiące więzienia za sfałszowanie pieczątki na szkolnej legitymacji. No
tak, ale ów młodzian to nie Rydzyk. Nawet nie ma na imię Tadeusz.
Mamy
rok 1991. Redemptorysta zakłada kalkę swojej niemieckiej fascynacji, czyli Radio
Maryja. W dokumentach założycielskich przedstawionych Krajowej Radzie Radiofonii
i Telewizji figuruje zapis niebywały. Otóż redemptorysta ustanawia sam siebie
jednoosobowym organem nadzorczym, zarządzającym - UWAGA! - kontrolnym. Czegoś
podobnego KRRiT nie powinna nigdy zatwierdzić. A zatwierdza bez mrugnięcia oka!
Godzi się też na taki handel: w zamian za rezygnację z reklam, oczywiście czysto
teoretyczną, zmniejszona zostaje o 80 procent ogólnopolska opłata koncesyjna.
Czyli na starcie, nowy, samozwańczy dyrektor stacji dostaje w prezencie ponad 6
milionów złotych. 117 lokalnych koncesji na częstotliwości (Krajowa Rada
przyznaje je redemptoryście hurtowo) złożonych do kupy pokrywa niemal 90 procent
powierzchni kraju.
RM zaczyna nadawać i już na wstępie zdobywa milion
słuchaczy. Głównie wiejskich, powyżej 60 roku życia.
Zaczyna jednak - jak
się wydaje - brakować pieniędzy, więc Rydzyk sprowadza z Niemiec dwa luksusowe
mercedesy, jakoby podarowane stacji, które zostają sprzedane na pniu. Oba, znów
jako przedmioty kultu, są zwolnione od cła i podatku. `Dokumenty na auta są
fałszywe' - informują prokuraturę celnicy. Ta wszczyna śledztwo i... - tak jak
poprzednio - zaraz je umarza `ze względu na niestwierdzenie zaistnienia czynu
zabronionego'.
Kolejne śledztwo dotyczy wywożenia z kraju, bez
stosownego zezwolenia, ogromnych sum pieniędzy (w gotówce! W torbach i
walizkach!), ale śledczy nadal jakoś tracą zapał i serce do drążenia tematu,
który ginie gdzieś w przepastnych szafach prokuratury.
W roku 1996 o
Radiu Maryja robi się naprawdę głośno. Oto Tadeusz Rydzyk namawia słuchaczy
Radia Maryja do golenia głów (dosłownie) tym posłom, którzy głosowali lub w
przyszłości będą głosować nad liberalizacją ustawy antyaborcyjnej. `Tak samo jak
golono głowy hitlerowcom!' - krzyczy redemptorysta.
Tego wydaje się za dużo
nawet dla niektórych politycznych opiekunów Radia. Toruńska prokuratura wszczyna
śledztwo z urzędu, stawiając Rydzykowi zarzut lżenia naczelnych organów państwa
i namawiania do przemocy, czyli do przestępstwa. Dyrektor dostaje sześć
kolejnych wezwań na przesłuchanie. I co? I w swojej sztandarowej audycji
`Rozmowy niedokończone' kpi w żywe oczy z tych `nędznych usiłowań', no i ani
razu nie stawia się w prokuraturze. Wobec tego przed bramą RM pojawia się
policja z nakazem doprowadzenia redemptorysty. Ten jednak ma swoich ludzi w
organach ścigania i uprzedzony kilka dni wcześniej o akcji organizuje odsiecz.
Policjanci zderzają się z tłumem kilkuset rozmodlonych słuchaczek (zwiezionych
do Torunia autokarami z całej Polski) oraz kilkudziesięcioma najbardziej znanymi
i gniewnymi aktywistami Narodowego odrodzenia Polski i Młodzieży Wszechpolskiej.
Obrońcy Rydzyka śpiewają religijne pieśni, w rękach trzymają podobizny papieża i
obrazy Matki Boskiej. Atak na zakonnika jest atakiem na `największe świętości'.
Pod nakazem widnieje podpis jednej z toruńskich prokuratorek, więc z
tłumu padają propozycje, aby powiesić kobietę na latarni (jeszcze długo później
na adres domowy pani prokurator będą przychodzić listy z pogróżkami i życzeniami
śmierci).
Policja jest bezradna i odstępuje od planowanych czynności.
Niedługo później toruńska prokuratura umarza śledztwo ze względu na (nie
zgadniecie)... na `znikomą szkodliwość społeczną czynu'. Cóż, prokuratorzy
wiedzą, co robią, bo teraz Rydzyk to już nie jest ten sam Rydzyk co kiedyś.
Radio Maryja dzień i noc promuje 30 kandydatów na posłów i wszystkich 30
wprowadza z list AWS. W ten sposób radiowy guru staje się quasi - przywódcą
partii z całkiem liczna reprezentacją parlamentarną. Czyżby zakonnik miał
ambicje polityczne? Chodzi raczej o coś innego.
Oto w tym samym czasie
(1997 rok) Tadeusz Rydzyk rozpoczyna słynną zbiórkę pieniędzy `na ratowanie
stoczni'. Bez zezwoleń. Bez kontroli. Bez potrzeby rozliczenia się. Z anteny RM
co kilkanaście minut nadawane są błagalne apele odwołujące się do patriotyzmu,
do polskości i do Zawsze Dziewicy, więc do Torunia płynie rzeka pieniędzy. Z
Polski i z zagranicy. Szacuje się, że do rozgłośni wpływa kilkadziesiąt milionów
dolarów i półtora miliona świadectw udziałowych NFI wartych 120 milionów
złotych.
Takie pieniądze rzeczywiście uratowałyby upadające stocznie,
więc ich związkowcy (w tym `S') ze łzami
wdzięczności dziękują Rydzykowi
i... nieśmiało proszą o przekazanie środków. `Nie dam wam, bo byście wszystko
przeżarli' odpowiada osłupiałym stoczniowcom `dobroczyńca'.
Nikt, żadna
kontrola, żaden NIK, żaden Urząd Kontroli Skarbowej nie pojawia się w Toruniu po
tym niebywałym w skali światowej przekręcie. Ale przecież pojawić się nie ma
prawa, skoro u władzy są ludzie ojca dyrektora, których kariera może prysnąć jak
bańka mydlana po jednej nieprzychylnej radiowej audycji. Nie ma chętnych do
poniesienia ryzyka.
Tymczasem ogromne pieniądze mają posłużyć zbudowaniu
imperium Rydzyka. Już nie jakiejś tam jednej rozgłośni, lecz prawdziwej potęgi
medialnej. Powstaje finansowa odnoga koncernu o nazwie Lux Veritatis.
Działalność rozpoczyna `Nasz Dziennik', a wkrótce - telewizja `Trwam'
(największe studio telewizyjne w Polsce). No i oczko w głowie zakonnika - Wyższa
Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej.
Jednak jest ktoś, kto nie godzi
się z zawłaszczeniem przez RM i jej dyrektora pieniędzy na ratowanie stoczni. 15
września 2000 r. Bolesław Hutyra (wraz z dwoma kolegami ze Stowarzyszenia
Obrońców Stoczni) jedzie na umówioną rozmowę z ministrem skarbu państwa. Temat
rozmowy: co się stało z pieniędzmi z ogólnopolskiej zbiórki Rydzyka i jak je
odzyskać.
Około godziny 7. 30 ich opel calibra uderza na prostym odcinku
drogi (w okolicach miejscowości Powierż koło Nidzicy) w wielką maszynę do
zrywania asfaltu. Pogoda jest idealna, a drogowy kombajn z daleka widoczny.
Śledztwo nie wykazuje śladów hamowania. Przy denatach policjanci nie znajdują
żadnych dokumentów (identyfikacja zwłok trwa kilka dni). Nie ma kwitów - ani
osobistych, ani takich, które mogłyby pomóc w trakcie dyskusji z
ministrem.
Ot, panowie jechali z pustymi rękami, bez dowodów osobistych, bez legitymacji,
bez praw jazdy i dowodu rejestracyjnego pojazdu... Co więcej, nie ma żadnego
świadka wydarzenia. Jedna z najbardziej ruchliwych dróg w Polsce jest akurat
(przypadkowo?) pusta. Są osoby, które do dziś twierdzą, że ruch na trasie został
wiele minut wcześniej wstrzymany, aby...
W każdym razie już nikt więcej
nie kwestionuje prawa Rydzyka do zebranych pieniędzy. Nie ma też odważnych, by
wyjaśnić tajemniczą, potrójną śmierć na szosie. Śledztwo zostaje umorzone `ze
względu na niestwierdzenie...'. To już niemal mantra, nieprawdaż?
W roku
2001 Rydzyk umacnia swoją pozycję polityczną, tworząc od podstaw Ligę Polskich
Rodzin. Reklamując ją wszystkimi siłami swoich mediów, wprowadza do Sejmu 38
posłów. To już nie są przelewki. Jakby tych sukcesów było mało, pełną parą rusza
wspomniana wcześniej uczelnia redemptorysty, by kształcić posłuszne dyrektorowi
pokolenia przyszłych dziennikarzy.
Pieniądze płyną strumieniami.
Telewizja `Trwam' zarabia z reklam kilkadziesiąt milionów rocznie. Dekodery
telewizyjne wciskane moherowym babciom dają kolejne miliony. Krocie zarabia też
`Nasz Dziennik'. Tymczasem łączny koszt działalności Rydzykowych podmiotów
(szacunkowy, bo sprawozdań finansowych brak) zamyka się kwotą 22 miliony złotych
rocznie.
Za spokój ze strony wścibskiego fiskusa Rydzyk umie się
odwdzięczyć. W 2005 roku rzuca wszystkie siły swoich mediów z poparciem dla
Kaczyńskiego. I znów się udaje! Głosami głównie wiejskiego elektoratu bliźniak
zostaje prezydentem RP. Europa przeciera oczy ze zdumienia. Zdziwi się jeszcze
bardziej, gdy redemptorysta wyciągnie jedną rękę po fundusze z Unii (16, 5
miliona euro), a jednocześnie z jasnogórskich murów będzie głosił takie oto
słowa: `Państwo polskie składa swoje najlepsze dzieci na pożarcie molochowi Unii
Europejskiej w mglistej nadziei, że ci, co nie zostaną zmiażdżeni stalowymi
kłami europejskich norm, zapewnią sobie dobrobyt i opiekę pod skrzydłami
nieobliczalnego, nowego neopogańskiego bóstwa, którego sanktuarium
socjaldemokraci wszystkich stolic budują w Brukseli'.
Nachodzą lata 2007
- 2008, a z nimi wojna redemptorysty o kolejne wielkie pieniądze. Tym razem na
odwierty geotermalne. Niestety (dla nas na szczęście), dziesiątki milionów
złotych (już przyznanych) odpływają z upadkiem rządu Kaczyńskiego. Tego się
Rydzyk nie spodziewał. Ale szybko się otrząsnął z chwilowej porażki i wynalazł
`rydzykofon'. I znów tysiące naiwnych, rozmodlonych wyznawców sięgają do
portfeli, by kupić swój pierwszy w życiu, kompletnie zbędny telefon komórkowy.
Zbędny? Jak dla kogo. Teraz ofiary zakonnika będą mogły ofiary słać pieniężne w
postaci SMS - ów (4 złote + VAT) nawet dwa razy dziennie.
Czy wraz z
nastaniem rządów tuskowców Rydzykowi coś się złego stało? Czy chociaż jakiś
niepokój go dopadł? A gdzie tam! Nadal podmioty imperium Rydzyka nie płacą
podatków, nie składają sprawozdań finansowych, nie są kontrolowane. Są państwem
a państwie. Kompletnie bezkarnym.
Są tacy, którzy żartują, że sam
Stwórca woli nie zadzierać z ojcem dyrektorem. Bo jeszcze zostanie
ekskomunikowany. Albo marnie skończy gdzieś na drodze Gdańsk - Warszawa w
okolicy miejscowości Powierż koło
Nidzicy.
do góry